Hejka!Z początku wydawało się, że będzie to zwyczajny dzień, ale okazał się dla mnie to bardzo koszmarny i pechowy dzień.
Gdy rano wstałam, zrobiłam śniadanie wszystko było ok. Nawet później jeszcze grałam z tatą w chińczyka. Po godzinie 10:00 zbierałam się razem z mamą do sklepów na zakupy. Kiedy byłam ubrana i miałam zakładać kurtkę zauważyłam brak jednej rękawiczki. Od razu powiedziałam o tym mamie. Domyśliłam się, że może zgubiłam ja będąc we wtorek 16.11 w bibliotece, ale mama spytała, czy nie czasem wczoraj jak ubierałam się do babci. Wczoraj nie sprawdzałam ile jest rękawiczek, ale wiem, że nie wyciągałam z kieszeni, więc możliwe, że zgubiłam ją już we wtorek mając wyłączenie świadomości (padaczkowe). Na szczęście miałam ciepłą kurtkę, więc ręce na polu trzymałam w kieszeni. Niestety przed biblioteką nie znalazłam rękawiczki. Mama postanowiła, że wieczorem zapyta pań bibliotekarek, czy ktoś jej nie zgłosił. I szłyśmy w kierunku sklepu. Maseczkę miałam zawieszoną na ręce. Chwilami poprawiałam czapkę, żeby uszy były zasłonięte, bo mocno wiał wiatr. Nagle, gdy doszłam z mamą do sklepu i chciałam założyć maseczkę, zorientowałam się, że jej nie mam. Nawet nie wiecie jak mnie to wkurzyło i mamę. Powiedziała wówczas: "Co się z tobą dzieje?". Potem wywnioskowałyśmy, że musiałam mieć wyłączenie i maseczka wysunęła mi się z ręki. Oczywiście nie weszłam do obu sklepów bez maseczki, więc zostałam przed sklepami, a mama była zmuszona sama zrobić zakupy. Wracając do domu szłyśmy tą samą drogą, a nuż znajdziemy zgubę. Niestety, wiatr był silny i mógł porwać ją nie wiadomo gdzie, bo rozglądałyśmy się i maseczki nie znalazłyśmy na trasie ze sklepów do domu. Na szczęście w domu miałam jeszcze maseczkę, więc ją tuż przed wyjściem do trzeciego sklepu ubrałam i miałam cały czas na sobie, żeby czasem znów nie zgubić. Ale i tu znów pech. Musiałam mieć ponownie wyłączenie, bo wychodząc zapomniałam założyć czapkę! Na szczęście w porę tata zauważył, więc zanim zdążyłam wyjść wróciłam założyć czapkę.
Później już było wszystko normalnie. Ale nie macie pojęcia jak mnie to zdenerwowało! Wczoraj przygnębienie, a dziś podminowanie. Możliwe, że wizyta u babci mogła wywołać u mnie te wyłączenia, nie wiem...
Kiedy mama wróciła z biblioteki oznajmiła, że rękawiczki panie bibliotekarki nie widziały na półkach ani nikt czegoś takiego nie zgłaszał.
A więc dwie moje ulubione rzeczy przepadły... Trudno. Na szczęście mam wełniane rękawiczki (kompletne).
Teraz już rozumiecie, dlaczego był to koszmarny dzień? W dodatku przesunęłam sesję z panią psycholog na 23.11, bo byłam wykończona (głównie za sprawą tych wyłączeń świadomości) i nie chciało mi się o tym wszystkim gadać... Muszę najpierw ochłonąć!
Raz w życiu zdarzyło mi się coś zgubić i nie znaleźć - kolczyka (jednego). A maseczkę zgubiłam pierwszy raz! Tak samo rękawiczkę...
Oczywiście zdarzały się wcześniej zapomnienia o czymś, ale zawsze udało się to odzyskać. Raz zapomniałam teczki z tramwaju, ale udało się drugim tramwajem dogonić ten w którym była teczka i na zajezdni ją odzyskać. Co prawda był to łut szczęścia, bo gdyby nie tramwaj który jechał w tę samą stronę, co ten w którym była teczka - to by było podobnie jak z kolczykiem, rękawiczką i maseczką - przepadła by.
Na dziś tyle kochani. Ale nie martwcie się, jest już ze mną o wiele lepiej! Sen to zdrowie i czuje się już dobrze, dochodzę do siebie 😊.
Do usłyszenia!
Helen22